Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norwegia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norwegia. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 lutego 2012
Czekając na wielki spektakl...
Etykiety:
aurora borealis,
night,
noc,
northern lights,
Norway,
Norwegia,
północ,
Tromso,
zorza polarna
niedziela, 16 października 2011
Miło w końcu pana poznać, panie Nansen
Kolejny wspaniały dzień, kolejne gonienie za słońcem. O dziwo tym razem to niedziela. Wyjątkowa!
Tym razem nadarzyła się okazja zobaczenia domu Nansena od środka. Polhogda, bo tak się nazywa posiadłość Nansena, obecnie jest we 'władaniu' Instytutu Nansena. Z tego względu nie można go zwiedzać. Jako że rok 2011 ogłoszono rokiem Nansena (150 rocznica urodzin) i Amundsena (100 rocznica zdobycia bieguna południowego), postanowiono udostępnić Polhogdę przez dwie niedziele dla publiczności. Dowiedziałam się o tym zupełnie przez przypadek. Jako to mówią - głupi ma szczęście ;) I 'głupek' był szczęśliwy. BARDZO!!!
Standardowo zamiast zbytecznych słów, parę obrazów :D
Grób Nansen. Bardzo prosty. Tylko z imieniem i nazwiskiem. Bez dat. Bez zbędnych ceregieli. Zaprojektowany przez syna Nansena.
Jesień w pełni.
W każdym jest coś z dziecka. Alexa bawiła się przednio...
Orkiestra podczas odsłaniania nowego pomnika Nansena w parku Fornebu.
A oto i Nansen w własnej (sic!) osobie.
Tym razem nadarzyła się okazja zobaczenia domu Nansena od środka. Polhogda, bo tak się nazywa posiadłość Nansena, obecnie jest we 'władaniu' Instytutu Nansena. Z tego względu nie można go zwiedzać. Jako że rok 2011 ogłoszono rokiem Nansena (150 rocznica urodzin) i Amundsena (100 rocznica zdobycia bieguna południowego), postanowiono udostępnić Polhogdę przez dwie niedziele dla publiczności. Dowiedziałam się o tym zupełnie przez przypadek. Jako to mówią - głupi ma szczęście ;) I 'głupek' był szczęśliwy. BARDZO!!!
Standardowo zamiast zbytecznych słów, parę obrazów :D
Grób Nansen. Bardzo prosty. Tylko z imieniem i nazwiskiem. Bez dat. Bez zbędnych ceregieli. Zaprojektowany przez syna Nansena.
Jesień w pełni.
W każdym jest coś z dziecka. Alexa bawiła się przednio...
Orkiestra podczas odsłaniania nowego pomnika Nansena w parku Fornebu.
A oto i Nansen w własnej (sic!) osobie.
niedziela, 9 października 2011
Sobota cz. 1
Zaczynam przejawiać objawy dłuższego pobytu na Północy. Podobnie jak Norwegowie, łapię każdą okazję, by choć na chwilę otulić się promykami słońca, szczególnie o tej porze roku, kiedy jest ich widocznie mniej. Problem polega na tym, że ostatnie niedziele nie obfitują nawet w namiastkę słonecznych promieni. Dlatego gdy wczoraj okazało się, że mam wolne, niemal w panicznym ataku rzuciłam się bez motyki za to na słońce. Wyrzuciłam P. z łóżka i pojechaliśmy ... oto parę fotek z dnia wczorajszego.
cdn.
cdn.
Etykiety:
Drobak,
little town,
Norway,
Norwegia,
Oslo fjord,
saturday,
sea,
ship,
sobota,
water
poniedziałek, 25 lipca 2011
sobota, 23 lipca 2011
Dzień po...
Koszmar, z którego nie można się obudzić.
Rozdzierający ból
Łzy, które nie chcą płynąć
I słońce, które mimo wszystko chciałoby się przedrzeć przez powłokę chmur
i przynieść promyk nadziei
...
piątek, 22 lipca 2011
Dzień, w którym runął mit...
Myślałam, że to burza. Przez ułamek sekundy, frakcje sekundy, bo gdy wyjrzałam przez okno nie wiele wskazywało na burzę. W przypływie konspiracyjnego usposobienia pozwoliłam sobie na chwilę rozpusty i pomyślałam, że coś wybuchło - coś, by nie powiedzieć bomba. Potem pomyślałam, że może to gaz, albo, że coś wyburzają. W chwilę potem rozległa się syrena, potem kolejna i kolejna. Zdecydowanie za dużo, jak na mój gust. Mój horyzont jest jednak ograniczony i nie mogłam dostrzec nic podejrzanego, co wskazywało by na to, co właściwie się wydarzyło. Wtedy P. pisze do mnie z zapytaniem, czy już wróciłam do domu, czy wszystko jest ok. Trochę mnie zaskoczył tą troską, ostatecznie mówiłam, że idę tylko na pocztę. I wtedy podesłał mi link... norweski mit prysł.
Na początku był chaos. Prawdziwy chaos, taki z masą porozrzucanego szkła, zdezorientowanych ludzi, krwi, krzyku i dymu. Potem stopniowo zaczęło się klarować, co się wydarzyło. Słowo bomba zostało wypowiedziane bardzo szybko, choć równie prędko zaczęło hamować zapędy zbyt szybkiego wskazywania winnego. Wiadomo było, że wybuch budynek, gdzie gabinet ma premier, kilka ministerstw, że równocześnie zniszczony został budynek VG, jednego z tabloidów norweskich. Premier nie był w swoim biurze w chwili wybuchu. Kto był? Wciąż nie wiadomo. Teraz wiadomo już, że są ofiary śmiertelne, że kilka osób jest ciężko rannych. Policja odgrodziła miejsce wybuchu, prosi o powrót o domu i nie używanie telefonów komórkowych.
W pierwszej chwili chciałam chwycić za aparat i biec na miejsca wybuchu. Po chwili namysłu zrezygnowałam z pomysłu na rzecz wiadomości w Internecie. Teraz patrzę w kierunku wybuchu, choć nic nie widzę, poza flagą powiewającą na zamku królewskim. Wciąż słychać syreny, latające nad miastem helikoptery. Właśnie powiedzieli, że zginęło 7 osób. I nie wiem, co mogę napisać. Myśli przestały składać się w sensowne zdania. Jest uczucie żalu, złości, ale też niedowierzania, kręcenia głową na znak, że to nie może się dziać naprawdę. W końcu w Norwegii jest 'nudno'. Tutaj nie dzieje się dokładnie nic! Jest spokój, piękne fiordy, mniej lub bardziej spokojne morze, góry, lasy i jeziora. Jest dystans do powszechnego wyścigu szczurów (choć to już chyba tylko pozory, ale powiedzmy, że z zewnątrz tak to wygląda), dzieci radośnie i beztrosko biegają po placach zabaw, a 17 maja rodzina królewska przez godziny macha z balkony zamkowego do zebranych przed zamkiem i przed telewizorami poddanych. Dziś jest niepokój, strach, ból. Dziś skończył się mit o brutalnym świecie, który nie dociera do Norwegii. Dziś wdarł się on i dał o sobie znać w makabryczny sposób. Dziś Oslo i cała Norwegia nie zaśnie spokojnym snem. Zacznie się zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi. Trzeba pokazać, że to incydent, że Norwegia jest bezpieczna, że można kontynuować, jak wcześniej szczęśliwy żywot w pięknym, bogatym nordyckim świecie. Trzeba przegonić czarne chmury, które zawisły nad krajem. Przede wszystkim trzeba potwierdzić wiarę, że żyjemy w najlepszym ze światów, że jeszcze on istnieje!
Dziwne... ucichły mewy... jakby oddały niebo tym, którzy go teraz tak potrzebują. Śledzę wzrokiem przelatujący helikopter...w oddali rozbrzmiewa syrena. Czuję dziwne mrowienie w palcach. Dźwięk przejeżdżającego tramwaju daje namiastkę poczucia, że życie toczy się swoim normalnym rytmem.
Nie mam swoich zdjęć zatem umieszczam jedno nieswoje...
z tej strony: http://nationalpostnews.files.wordpress.com/2011/07/oslo.jpg?w=620
[*]
wtorek, 17 maja 2011
The 17th of May
Etykiety:
flaga norweska,
król,
maj,
may,
Norway,
Norwegia,
norwegian,
Oslo,
rodzina królweska,
royal family
poniedziałek, 16 maja 2011
środa, 4 maja 2011
poniedziałek, 2 maja 2011
czwartek, 24 marca 2011
piątek, 18 marca 2011
sobota, 12 marca 2011
...
Nie kupiłam gazety. Ku mojemu zaskoczeniu pierwsze strony nie krzyczały o wczorajszym kataklizmie (poza dwom największymi dziennikami). Postanowiłam zatem zaczarować rzeczywistość. Uchwycić te chwile, kiedy 'rozlegała' się jeszcze cisza przed burza...

Statek 'Legend' w porcie skutym lodem

Nowa Opera w Oslo

Droga do Akershus festning (twierdzy strzegącej Oslo)
wtorek, 18 stycznia 2011
Północne jasności
Zmiany, zmiany, bieganie, załatwianie, odmawianie... cisza ostatniej chwili przed świtem, blask księżyca o 4 nad ranem.
Kiepsko sypiam. Czasem lepiej, częściej gorzej. Nie postrzegam tego jednak, jako kary, czy przekleństwa. Jest jak jest, trzeba zaakceptować i iść dalej. Gdy obudziłam się w o 4 nad ranem, przez chwilę próbowałam jeszcze pospać, uszczknąć jeszcze kawałek snu. Nic z tego. Wstałam więc, poszłam do pokoju dziennego. Zaskoczyła mnie ilość światła. Zdecdyowanie za duża, jak na tę porę doby, zdecydowanie za duża jak na tę szerokość geograficzną. Wyjrzałam przez okno - księżyc w pełni panoszył się dumnie po bezchmurnym niebie. Wrażenie świtu było nieodparte, choć wiedziałam, że słońce nie wzjedzie wcześniej niż przed 8.3o. A jednak... ostatnio Parco Sempione zamieniłam na sąsiedztwo Vigelandsparken.

Taka niewielka (sic!) zmiana położenia względem słońca. I nie przeszkadzają mi krótkie dni, a czasem wręcz brak słońca, czy światła w ogóle, ilość śniegu, która przy obecnej temperaturze, źdźiebko za wysokiej jak na tę porę roku, zamienia się w breję, zakutani ludzie przemykający ulicami bez patrzenia na to, co się dzieje wokół, brak pośpiechu, hałasu, gwaru wielkiego miasta. Przeciwnie. A gdy słyszę ryk wchodzącego do fiordu promu, czuję, że jestem we właściwym miejscu - bliżej morza już być nie można. A o kawiarniach, piekarniach... dużo można by opowiadać. Chwilo trwaj...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























